Muzea w Małopolsce – bardzo dziwne eksponaty

Gorlice - w tym miejscu zapłonęła pierwsza uliczna lampa naftowa na świecie
Obraz, który miał 120 metrów długości, wanna, w której kąpał sie prezydent, pierwsza lampa naftowa świata, rękawiczki słynnej śpiewaczki, mumia kota, a nawet aparat, który zrobił swojemu właścicielowi zdjęcie po śmierci. Takie przedmioty kryją między innymi małopolskie muzea.

Wanna prezydenta Mościckiego na Wawelu

Jest luksusowa, biała, wmontowana w podłogę. To dzieło angielskiej firmy Twyfords, która cieszyła się wówczas przywilejem obsługiwania brytyjskiego dworu. Do wanny otoczonej niklowaną barierką prowadzą dwa stopnie, przymocowana przy nich jest poręcz. Ignacy Mościcki, który decyzją uchwały sejmowej mógł jako prezydent korzystać z pomieszczeń na wawelskim zamku obawiał się jednak tak przestronnej i głębokiej wanny. Za każdym razem, przed zażyciem kąpieli, prosił aby wymościć jej dno materacem. Często przy wannie stał telefon, gdyby trzeba było podjąć rozmowę w sprawie niecierpiącej zwłoki. Dziś w Wieży Duńskiej możemy zobaczyć, jak wygląda marmurowy pokój kąpielowy i sypialnia prezydencka z modernistycznymi meblami z pracowni Zdzisława Szczerbińskiego w Warszawie. W czasie okupacji, z prezydenckiego łoża i wanny korzystał gubernator Hans Frank.

Włosy świętej Kingi w Wieliczce

Są białe i słone, ale trwałe. Te solne włosy wyrosły na ile marglistym jasnoszarym i uchodzą za bardzo nietypową formę, którą przybiera halit. Minerał, a dokładniej jego kryształki mają tendencję, by wrastać w jednym kierunku i sklejać się, tworząc z czasem jedną masę. Ale nie w tym przypadku. Tu zachowały bardzo atrakcyjną strukturę i choć pewnie nie da się ich rozczesać, spokojnie mogą uchodzić za kępkę ludzkich włosów. Jakże by inaczej mogło być, by tej pięknej struktury solnej nie powiązać z Kingą, patronką górników i legendą o pierścieniu zaręczynowym, który miał sprowadzić do Wieliczki sól prosto z kopalni w Maramureszu. Włosy świętej Kingi można dziś oglądać w Muzeum Żup Krakowskich w Wieliczce.

Zdjęcie tuż przed śmiercią, czyli aparaty fotograficzne Mieczysława Karłowicza w Zakopanem

Łączył pasję muzyczną z miłością do Tatr. W górach komponował, szukał natchnienia, góry też namiętnie fotografował. Był niezłym fotografikiem. Zdjęcie, na którym stoi Klimek Bachleda na tle Lodowego czy widoki na Widły, Łomnicę wciąż uchodzą za ważne pamiątki o wartości dokumentacyjnej i artystycznej. W zbiorach Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem można odnaleźć dwa aparaty fotograficzne Mieczysława Karłowicza – jeden z nich ma bardzo ciekawą historie. Okazuje się, że z nim wyruszył na ostatnią przed śmiercią wędrówkę w góry. Był luty 1909 rok i duże zagrożenie lawinowe. Karłowicz na nartach próbował się przedostać w kierunku Czarnego Stawu Gąsienicowego. Ostatnim zdjęciem, które po sobie zostawił był widok ze stoków Skupniowego Upłazu. Kilkadziesiąt minut później lawina schodzącą z Małego Kościelca porwała słynnego już kompozytora. Znaleziono go dwie doby później pod zwałami śniegu. Słynne zdjęcie martwego Karłowicza zrobiono właśnie tym aparatem.

Kamień z przełęczy pod Mount Everest w Wadowicach

„Najwięcej znaczyło dla mnie to, że jako pierwsza osoba z Polski weszłam na Everest – i to w tym samym dniu, w którym Karol Wojtyła został papieżem” – powiedziała Wanda Rutkiewicz, pierwsza Europejka na szczycie Korony Ziemi. Był 16 października 1978 roku. Kamień przywieziony z tak zwanego Dolnego Szczytu Mount Everestu Wanda Rutkiewicz wręczyła Papieżowi osobiście 10 czerwca 1979 roku w ostatnim dniu jego pierwszej pielgrzymki do Polski. Jan Paweł II powiedział wówczas: „Dobry Bóg tak chciał, że tego samego dnia weszliśmy tak wysoko. Oboje po raz pierwszy z Polski”. Miał też dodać: „Proszę przyjechać do mnie na Watykan. Wówczas we dwójkę urwiemy się w góry, nie bacząc na to, co ludzie powiedzą…”. Dziś kamień od Wandy Rutkiewicz można go obejrzeć w Muzeum Dom Rodzinny Ojca Świętego Jana Pawła II w Wadowicach.

 

Mumia Kota w Krakowie

Kot, jaki jest każdy widzi. Ale zobaczyć mumię kota, to już trzeba się postarać. Na szczęście mamy taką w Krakowie wśród kolekcji „Bogowie starożytnego Egiptu” w Muzeum Archeologicznym. Kot jest wcieleniem bogini Baset. Pamiętajcie Państwo, że w starożytnym Egipcie koty w hierarchii zwierzęcej stały bardzo wysoko,  zabicie zwierzaka było poważnym przestępstwem i zasługiwało na śmierć. Przywiązanie do tych zwierząt było tak wielkie, że istniały w owych czasach osobne kocie nekropolie, a niektóre osobniki doczekały się nawet po śmierci bogatych sarkofagów.

Rękawiczki Ady Sari w Starym Sączu

Królowa Nocy w Czarodziejskim flecie, Łucji z Lammermooru i Gilda w Rigoletcie. Ada Sari, a właściwie Jadwiga Szayer, miała na swym koncie występy na największych scenach operowych świata. Czy ktoś pamięta, że wychowała się w Starym Sączu, gdzie mając trzy lata przeprowadziła się z rodziną. Na starosądeckim starym cmentarzu znajduje się grobowiec rodziny Szayerów, a w Muzeum Regionalnym pamiątki po słynnej śpiewaczce, listy, zdjęcia, lustro, testament, także piękne rękawiczki.

Panorama Siedmiogrodzka w Tarnowie

Miała 120 metrów długości, 15 wysokości i upamiętniać bitwę o Sybin, stolicę Siedmiogrodu, rozegraną 11 marca 1849 roku  i spektakularne zwycięstwo wojsk rewolucji węgierskiej pod dowództwem generała Józefa Bema. Pracowało nad nią wielu artystów przez pięć miesięcy. Objechała kilka wystaw, po czym została pocięta na kawałki, które trafiły w różne miejsce i różne ręce. Był rok 1977, kiedy to do krakowskiej „Desy” trafił jeden z jej fragmentów. I tak zaczęły się poszukiwania kolejnych. Muzeum Okręgowe w Tarnowie wie o 31 fragmentach Panoramy Siedmiogrodzkiej, a posiada ich 20. Niestety wciąż za mało, by złożyć je w całość.

Kołtun Polski w Krakowie

Nie wygląda atrakcyjnie, nie przyciąga, wręcz przeciwnie. Ale jest niewątpliwie jednym z ciekawszych eksponatów Muzeum Wydziału Lekarskiego UJ. Uważany kiedyś za objaw choroby reumatycznej, za którą obwiniano czarownice stał się z czasem źródłem niepochlebnych cech metaforycznych. A przecież nie jest to nic ponad zbity kłąb włosów na głowie, który to powstaje przez brak higieny, czesania i na skutek brudu. Smutne, że to akurat jedyna znana jednostka chorobowa mająca w swej nazwie Polskę (plica polonica, czyli kołtun polski).

Pierwsza lampa naftowa świata w Gorlicach 

Czy wiecie Państwo, że to w Gorlicach w XIX wieku zapłonęła pierwsza na świecie uliczna lampa naftowa, a Gorlice stały się kolebką europejskiego przemysłu naftowego.  Był rok 1854, a historyczna lampa stanęła na skrzyżowaniu gorlickich ulic Kościuszki i Węgierskiej. Dziś zobaczyć tam można figurkę Chrystusa Frasobliwego. Prototyp lampy znajduje się w Muzeum Regionalnym w Gorlicach wraz z alembikiem aptekarskim, który służył do destylacji ropy naftowej.

Konno po Tatrach? Tylko w siedlicy! Siodło turystyczne z Zakopanego

Oto siedlica, rzecz do zwiedzania Tatr. Nie, nikt nie nosił turystów w niej na plecach. Owe siodło turystyczne, zaprojektowane zostało przez Walerego Eljasza-Radzikowskiego,  absolwenta krakowskiej ASP, autora słynnego przewodnika po Tatrach. Zmartwiony, że panie, nienawykłe do chodzenia po górach, wybierające się w nie w pantoflach na obcasach, nie zajdą za wysoko  - postanowił im w eksploracji gór nieco pomóc.  Siedlicę wkładało się na grzbiet konia i dawaj w górę. Siedzisko wraz z trenzlą i derką, można było wynająć w willi Eljaszówka na Starej Polanie w Zakopanem za 60 centów dziennie. Potem się takiego nieobytą turystkę sadzało bokiem, góral brał konia za uzdę i wio. Dziś siedlica znajduje się w Muzeum Tatrzańskim im. Dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem. Dla ścisłości – sam Eljasz-Radzikowski jeździł konno po Tatrach w normalnym siodle.

Tora z Synagogi w Dąbrowie Tarnowskiej

Na początku lipca 1942 roku Niemcy utworzyli w Dąbrowie Tarnowskiej getto dla żydowskich mieszkańców miasta i okolicznych wiosek oraz Żydów przywiezionych z Łodzi i Skierniewic. Już w drugiej połowie miesiąca część mieszkańców getta wywieziono do obozu zagłady w Bełżcu.  Być może to wtedy ktoś wyniósł z synagogi najcenniejszy dla żydowskiej wiary przedmiot – Torę, czyli pierwszych pięć ksiąg Starego Testamentu, zapisanych na specjalnym zwoju. Bez Tory nie ma synagogi. Nie ma życia. Tora trafiła do klasztoru redemptorystów w Tuchowie z prośbą o przechowanie i „zwrócenie jej tam, skąd została zabrana, jeśli będzie w dąbrowskiej bożnicy znów słychać głosy modlitwy”. Mimo, że groziła za to kara śmierci, zakonnicy ukryli Torę. Tymczasem wszyscy dąbrowscy Żydzi trafili do obozów koncentracyjnych. W splądrowanej synagodze Niemcy urządzili magazyn. Synagoga zamarła na kilkadziesiąt lat, niszczała i popadła w ruinę. Dopiero w XXI wieku została odrestaurowana i urządzono tu Ośrodek Spotkania Kultur. Dostała nowe życie i właśnie wtedy, redemptoryści oddali złożoną na przechowanie Torę. Dąbrowska synagoga jest jednym z najpiękniejszych takich zabytków w Polsce, i największa w Małopolsce. Zwój można podziwiać na wystawie poświęconej historii i kulturze  Żydów dąbrowskich.

 

Jeśli jesteście zaciekawieni, jakie cuda jeszcze znajdziecie w małopolskich muzeach, zajrzyjcie do przewodnika,wirtualnego świata małopolskich muzeów.

Multimedia