Małopolskie małe miasteczka pełne wielkiej historii

widok na Muzeum Dom Kata Biecz
Są małopolskie miasteczka z których królowie rządzili państwem, w których podejmowano się najważniejsze dla Polski decyzje. Niepowtarzalny klimat wąskich uliczek zmierzających do wielkich rynków, trochę nieprzystających do liczby mieszkańców, drzemiące stare kamienice, wiekowe kościoły, nadobne figury świętych i patriotyczne pomniki świadczące o obywatelskich czynach dawnych mieszkańców. To klimat wielu małopolskich miasteczek, w których znaleźć dziś można nie tylko zabytki dawnych wieków, ale świetne muzea, galerie, infrastrukturę turystyczną i moc lokalnych wyrobów kulinarnych. W pobliżu znajdują się jedne z najbardziej dzikich gór – Beskid Niski, ale także liczne uzdrowiska. To świetna oferta na całodniową wycieczkę dla całej rodziny. Dla przykładu zajrzyjmy do czterech takich miast.

Biecz, miasto królów

Biecz wspomniany był na początku XI wieku w kronice słynnego biskupa niemieckiego Thietmara, co świadczy o tym, że był już wtedy ważnym miejscem na mapie Polski. Siedziba kasztelanii, czyli dzisiejszych powiatów, posiadał prawa miejskie już od 1257 roku, sytuując się wśród najstarszych miast Małopolski. Swój rozwój zawdzięczał szlakom handlowym i królewskim przywilejom nakazującym przejezdnym kupcom wykładanie części towarów do sprzedaży na miejscu. Z czasem urosło tak w siłę, że czternastowieczny powiat biecki obejmował aż 11 miast i 264 wsie, działały tu sądy, także te, których siedziby były tylko w trzech miejscach – Krakowie, Nowym Sączu i właśnie Bieczu. Trudno w to uwierzyć, ale polscy królowie z dynastii Piastów i Jagiellonów zbudowali tu trzy zamki i wystawny dwór, spędzając w nich wiele czasu. Tu właśnie swoje schronienie znalazł król Władysław Łokietek w najtrudniejszych czasach walk o zjednoczenie polskich ziem. Uznać więc można, że było tu wtedy centrum państwa, jego nieformalna stolica. Zajeżdżała do Biecza królowa Jadwiga, która nawet ufundowała szpital dla miasta. Kres świetności, podobnie jak w przypadku wielu polskich miejscowości, przyniósł potop szwedzki. Przypomnijmy, że Szwedzi zniszczyli niemal doszczętnie prawie 200 miast, rabując bezcenne działa sztuki z kościołów i prywatnych pałaców. Ocenia się, że straciliśmy wtedy około połowę majątku narodowego. Po okresie upadku, miasteczko powoli się rozwijało, na co wpływ miała nie tylko linia kolejowa, która dotarła tu w 1884 roku, ale i powstający przemysł naftowy budujący się na peryferiach zagłębia, na przełomie wieków XIX i XX jednego z pierwszych na świecie terenów wydobycia i przetwarzania ropy naftowej.

Dziś to niezwykle urokliwe miasto pełne zabytków, zamknięte w swojej średniowiecznej formie urbanistycznej, XVI i XVII-wieczne kościoły, XV i XVI-wieczne domy i kamienice oraz kompleks murów obronnych sięgających swoimi początkami XIV wieku, a stanowiących wraz z wieżami obronnymi wizytówkę miasta. Wszystko to sprawia, że jest to jedno z najbardziej interesujących miast Małopolski. Spędzić w nim można cały dzień i z pewnością zabraknie nam czasu na zobaczenie wszystkiego.

Miechów. Polska Jerozolima

W Miechowie znajduje się wierna kopia grobu Jezusa Chrystusa, a w dawnych wiekach przybywali do niej pielgrzymi z całej Europy. Skąd kopia grobu właśnie tutaj? Właściciel miasta, książę Jaksa, herbu Gryf (zmarł około 1176 roku), z pielgrzymki do Ziemi Świętej sprowadził zakon rycerski bożogrobców, który w Jerozolimie strzegł Grobu Pańskiego. Według legendy przywiózł też z Jerozolimy w workach ziemię spod mogiły Chrystusa i na tej to ziemi powstały pierwsze budynki klasztoru bożogrobców miechowskich, którego średniowieczną bryłę oglądać możemy do dziś. W tym właśnie klasztorze, po zajęciu Ziemi Świętej przez muzułmanów, bożogrobcy zbudowali wierną replikę grobu Chrystusa. Grób, powstały około roku 1530 znajduje się w kaplicy na krużgankach i dokładnie odpowiada opisowi biblijnemu. Wymiary wewnętrzne są bardzo zbliżone lub identyczne w stosunku do pierwowzoru jerozolimskiego. Zobaczyć tu też można kopię Całunu Turyńskiego. Dzięki bożogrobcom i ich kontaktom w ówczesnej Europie, do Miechowa ściągały pielgrzymki z odległych nieraz miast, które zamiast do Jerozolimy przejeżdżały właśnie tu.

Bożogrobcy walnie przyczynili się do rozwoju miejsca, bo już w 1290 roku Miechów uzyskał prawa miejskie. Pierwszy romański kościół został zastąpiony trzyprzęsłowym gotyckim, przebudowanym później, ale wciąż oglądać można jego gotycką postać.

Ale nie tylko starożytne pamiątki są atrakcją miasta. Warto obejrzeć Dworek „Zacisze", zbudowany z modrzewia w 1784 roku, jeden z cenniejszych obiektów tego typu w Polsce. Ciekawą ofertę ma żywo działające Biuro Wystaw Artystycznych „U Jaksy”. Właśnie tu zgromadzone są prace jednego z największych skandalistów 20-lecia międzywojennego, Stefana Żechowskiego. Żechowski (1912-1984), nieco zapomniany ciekawy malarz, zasłynął w latach 30, XX wieku odważnymi obyczajowo ilustracjami do wywołującej kontrowersje powieści „Motory” Emila Zegadłowicza. Artysta też w swoim koncie wiele obrazów utrzymanych w onirycznym, erotycznym klimacie. Galeria obrazów Żechowskiego jest najpełniejszym przeglądem jego twórczości. Sama galeria ma swoją siedzibę w piwnicach dawnego klasztoru bożogrobców i jest najstarszą, zachowaną bez zmian częścią tej budowli.

Miasto ma swój architektoniczny symbol. To właśnie bryła kościoła bożogrobców z oryginalna i niespotykaną wieżą zakończoną kulą przedstawiającą Ziemię.

Po zwiedzeniu miasta (interesujące Muzeum Ziemi Miechowskiej), warto wybrać się na chwilę do pobliskich Racławic, w których Tadeusz Kościuszko na czele oddziałów złożonych z polskich chłopów, pokonali podczas Insurekcji Kościuszkowskiej 4 kwietnia 1794 roku wojska rosyjskie. Ze względu na udział chłopów, wydarzenie to jest symboliczne dla polskich walk o własne państwo, które chciały rozedrzeć między sobą Rosja, Prusy i Austria. Pole bitwy doskonale widać z upamiętniającego ją kopca usypanego ku chwale Kościuszki. Jest tu też interesujący pomnik przyszłego bohatera walk o niepodległość Stanów Zjednoczonych.

Całkiem niedaleko od Miechowa jest… kapuściana stolica Polski, czyli gmina Charsznica, gdzie wytwarza się prawie 10 procent naszej produkcji kapusty. Charsznicką kapustę i kiszone ogórki znaleźć można w najlepszych polskich delikatesach i restauracjach. A skoro jesteśmy przy jedzeniu… Słynna to jest zupa z soczewicy według przepisu bożogrobców, a przygotowywana przez koło gospodyń wiejskich w pod miechowskich Szczepanowicach.

Położony zaledwie 45 kilometrów od Krakowa, Miechów ma tylko 12 000 mieszkańców i jest świetnie skomunikowany koleją ze stolicą Małopolski. 

Wiśnicz. Potęga magnackiego życia i pierwsza książka kucharska

Położony na pofałdowanym terenie Pogórza Wiśnickiego zachwyca już z daleka fantastyczną bryłą zamku pochodzącego z XIV wieku. Niewiele jest miejsc w Polsce z tak malowniczo usytuowanym zespołem pałacowym. Przestrzenie wiśnickiego zamku dają poczucie, jak żyli wielcy ówczesnego świata. Miejsce to (miejscowości Nowy Wiśnicz i Stary Wiśnicz), rozwijały się od wieku XII, a ich historia związana jest w potężnymi polskimi rodami magnackimi. Najwięcej Wiśnicz zawdzięcza Lubomirskim, których przedstawiciele sprawowali w Polsce najwyższe funkcje państwowe i wojskowe. Jednym z nich był Stanisław Lubomirski, jedna z najważniejszych po królu osoba w państwie, zwycięski wódz z bitwy pod Chocimiem (1621), w której polskie wojska pokonały Turcję, właściciel wielu ziem w Małopolsce. Mało kto wie, ale to Stanisławowi Lubomirskiemu zawdzięczamy zamki w Łańcucie, Sandomierzu czy słynną Willę Decjusza w Krakowie. To właśnie on rozbudował wiśnicki zamek nadając mu dzisiejszą renesansowo-barokową bryłę. On też ufundował tutejsze kościół i klasztor dla Karmelitów Bosych i kościół parafialny. 

Wiśnicki zamek jest drugim co do wielkości po Wawelu zespołem pałacowym Małopolski i na jego zwiedzanie poświęcić trzeba od dwóch do trzech godzin. Nie zachwyci nas tu bogate wyposażenie, ale zdumiewają przestrzenie i ocalone detale, wystawa poświęcona narzędziom tortur oraz pokaz prac pochodzącego z Wiśnicza znanego rzeźbiarza prof. Czesława Dźwigaja. Wokół zamku znajduje się doskonale zachowana pięcioboczna fortyfikacja. Interesująca jest też barokowa wieża wjazdowa mająca charakter łuku triumfalnego. Sam zamek i miasta należały później do wielkich rodów: Sanguszków, Potockich i Zamoyskich, by na początku wieku XX znów trafić do Lubomirskich. Po 1945 roku komuniści pozbawili ich własności, ale i teraz najmłodsze pokolenia rodziny wracają do swojej siedziby, w której odbywają się rodowe uroczystości, a nawet książęcy ślub. Nowy i Stary Wiśnicz, pełne uroku miasteczka nad rzeczką Leksandrówką to jedno z najpiękniejszych miejsc Małopolski. Pozostaje nam jednak przypomnieć kulinarną sensację. Tutaj zaczęła się polska sztuka kulinarna i kariera ziemniaków w naszym kraju. Nadwornym kuchmistrzem Lubomirskich był Stanisław Czerniecki, nieustalonego pochodzenia społecznego, najpierw zawołany żołnierz, potem mistrz kucharski, w końcu sekretarz królewski, posiadacz ziemski i podstoli.

On to, w Wiśniczu w 1682 roku sporządził „Compendium ferculorum, albo zebranie potraw”, czyli pierwszą polską książkę kucharską z ponad trzysta potrawami, wśród których po raz pierwszy pojawiły się ziemniaki zwane wówczas tertofellami. Dzieło Czernieckiego było dla Polaków kuchenną biblią przez prawie 200 lat, na pewno do czasów słynnych „365 obiadów za 5 złotych” Lucyny Ćwierczakiewiczowej z końca wieku XIX. O sile „Compendium” świadczy fakt, że to według wskazówek jej autora, swoją słynną ucztę wyprawił Sędzia w „Panu Tadeuszu”.

I my tam byliśmy…

Stary Sącz. Święte miasto świętych ludzi

Nawet na tle małopolskich miasteczek, Stary Sącz ma wyjątkową aurę, a zawdzięcza ją dwojgu wyjątkowych ludzi z królewskich rodów. Kinga, zwana też Kunegundą była córką królów węgierskich, Bolesław zwany później Wstydliwym to ostatni Piast z małopolskiej linii założycieli naszego państwa. Ich małżeństwo było bardziej polityczne i militarne, ale połączyły ich wspólne sprawy – wstrzemięźliwość od życia cielesnego i niebywała dbałość o gospodarkę. Więc zaraz po ślubie złożyli śluby czystości i… rozwijali Małopolskę. To Bolesław lokował Kraków na prawie magdeburskim oraz nadał prawa miejskie Bochni, zreformował zarządzanie kopalnią soli w Bochnia i kopalnią soli w Wieliczce. Kinga zajęła się ziemią sądecką, a zwłaszcza Starym Sączem, którego historia zaczęła się od ufundowania tu przez Kingę i Bolesława klasztoru klarysek. Kamienny obiekt powstał około 1250 roku, rozpoczynając długą historię miasta klasztornego. Kiedy stanie się dzisiaj na dziedzińcu klasztornym, wejdzie do wnętrza kościoła, które mury pamiętają Piasta i węgierską księżnę, która później została świętą, to grubość murów, ciasne, zimne przestrzenie przenoszą nas o kilkaset lat w przeszłość.

Jak skończyła się historia Kingi i Bolesława? W podziwie dla jej cnót, także gospodarczych oraz zadośćuczynienia za posag, który wykorzystany został na odbudowę ziemi krakowskiej po najeździe mongolskim, Bolesław podarował jej całą ziemię sądecką (wtedy obszar trójkąta między Bieczem, Limanową i słowackim Podolińcem). Ona sprowadziła węgierskich górników, którzy zrewolucjonizowali wydobycie soli w małopolskich kopalniach, zajęła też dla Polski węgierski Spisz. Po śmierci Bolesława, Kinga oddała się jednak życiu zakonnemu. Wstąpiła do klarysek i wraz z siostrami zarządzała miastem i swoimi ziemiami. Już kilkadziesiąt lat po śmierci (1292 roku)  rozpoczęto starania o jej beatyfikację. Błogosławioną została dopiero na początku wieku XX, a kanonizował ją Jan Paweł II na starosądeckich błoniach w 1999 roku. Jej relikwie spoczywają w klasztornym kościele.

Zaglądając dzisiaj do położonego nad Dunajcem Starego Sącza, zachodząc na wyłożony kamieniami Rynek, spacerując wąskimi uliczkami wśród wiekowych domostw, czujemy się w połowie drogi między współczesnością i starymi czasy. Warto to poczuć.

W Starym Sączu wychowała się też jedna z największych polskich śpiewaczek operowych, występująca na całym świecie – Ada Sarii. Od ponad 35 lat odbywa się tu Międzynarodowy Festiwal i Konkurs Sztuki Wokalnej im. Ady Sari.

Multimedia